Kluby książki queer: trzy drogi do tęczowej literatury
Kluby książki queer w Polsce nie są wyłącznie miejscem, w którym ustalamy, czy dana powieść „się podobała”.

Dla wielu z nas to jedna z nielicznych przestrzeni, gdzie nie trzeba najpierw tłumaczyć własnej obecności, prostować zaimków, wyjaśniać, że rodzina może wyglądać inaczej niż w podręczniku albo że historia transpłciowej osoby nie jest egzotycznym dodatkiem do rozmowy. Możemy zacząć od książki, a dojść do rzeczy naprawdę ważnych: widoczności, języka, relacji i dobrostanu.
Tęczowe kluby czytelnicze wyrastają dziś w Polsce w kilku różnych środowiskach. Jedne tworzą organizacje społeczne i centra LGBT+, inne działają przy uniwersytetach, jeszcze inne mieszczą się w bibliotekach publicznych czy galeriach sztuki. To nie są identyczne formaty — różni je tempo, dobór lektur, dostępność i atmosfera — ale łączy je przekonanie, że literatura queerowa nie jest niszą dla wtajemniczonych. Jest częścią kultury, pamięci i codziennego życia osób LGBTQIA+.
Jeśli szukamy miejsca, gdzie rozmawiać o książkach LGBT+, dobrze zacząć nie od pytania „który klub jest najlepszy?”, lecz: czego teraz potrzebujemy? Wiedzy i bezpiecznej dyskusji? Kontaktu z lokalną społecznością? Akademickiego namysłu? A może swobody wejścia na jedno spotkanie bez deklarowania stałej obecności?
Trzy drogi, jedna potrzeba wspólnoty
Najbardziej widoczne modele działania można uporządkować w trzy ścieżki. W praktyce często się przenikają: biblioteka może współpracować z organizacją, grupa akademicka może być otwarta na osoby spoza uczelni, a klub stacjonarny może prowadzić rozmowy również w sieci. Taki podział pomaga jednak zorientować się, czego spodziewać się po pierwszym spotkaniu.
| Model klubu | Co zwykle daje uczestnikom | Na co warto się przygotować |
|---|---|---|
| Klub przy organizacji społecznej | Bliskość społeczności, rozmowę osadzoną w doświadczeniach queerowych, często także dostęp do wsparcia i wydarzeń towarzyszących | Spotkania mogą odbywać się w konkretnym rytmie projektu lub zależeć od pracy osób wolontariackich |
| Klub akademicki | Pogłębioną dyskusję, kontakt z badaniami i literaturą faktu, możliwość rozmowy o historii oraz języku | Miejsce spotkania bywa związane z kampusem, co dla części osób może być mniej komfortowe |
| Klub w bibliotece albo instytucji kultury | Łatwiejszy próg wejścia, dostęp do zbiorów, otwartość dla lokalnej publiczności | Formuła może być bardziej zróżnicowana: od powieści popularnej po esej, horror czy poezję |
Nie chodzi o to, by budować hierarchię. Queerowa osoba, która po raz pierwszy przychodzi na spotkanie, może lepiej poczuć się w sąsiedzkiej bibliotece niż w centrum aktywistycznym. Ktoś inny właśnie w organizacji znajdzie ludzi, z którymi nie trzeba zaczynać rozmowy od podstaw. A dla osób studiujących albo zainteresowanych historią queerową klub akademicki będzie naturalnym miejscem pogłębienia lektur.
Dobra rozmowa o queerowej książce nie wymaga od nas „wystarczająco queerowej” biografii. Wymaga ciekawości, szacunku i zgody na to, że cudze doświadczenie nie jest materiałem do przesłuchania.
Akademicka „Qkułka”: książka jako punkt wyjścia do rozmowy
W Poznaniu działa akademicki Queerowy Klub Książkowy „Qkułka”, związany ze Stowarzyszeniem Społeczności LGBT+ UAM. To przykład inicjatywy, która pokazuje, że uniwersytet może być nie tylko miejscem zdobywania zaliczeń, lecz także przestrzenią rozmowy o kulturze i społecznej rzeczywistości osób LGBTQIA+.
Spotkania „Qkułki” prowadzi badaczka i aktywistka Agnieszka Kocznur. Wśród omawianych książek znalazły się między innymi autobiografia Elliota Page’a „Pageboy” oraz twórczość Renaty Lis i Joanny Ostrowskiej. Ten zestaw dobrze pokazuje szerokość queerowego czytania: od osobistej opowieści o transpłciowości i publicznej widoczności, przez literaturę biograficzną, po pracę z pamięcią historyczną.
To ma znaczenie, bo literatura queerowa bywa niesprawiedliwie zamykana w jednej półce: „opowieści o tożsamości”. Tymczasem czytamy przecież o miłości, klasie społecznej, samotności, rodzinie, wojnie, migracji, języku, starzeniu się, zdrowiu psychicznym, przemocy i przyjemności. Queerowa perspektywa nie zawęża świata. Ona pokazuje, że świat od dawna był większy, niż sugerował dominujący kanon.
Akademicki klub książki dobrze służy osobom, które chcą rozmawiać bez pośpiechu i nie boją się pytań bez łatwej odpowiedzi. Czy autobiografia musi reprezentować całą społeczność? Jak czytać świadectwa historyczne, kiedy archiwa milczą albo posługują się przemocowym językiem? Co dzieje się z książką, gdy trafia do programu studiów — i kto wciąż pozostaje poza tym programem?
Nie musimy mieć wykształcenia humanistycznego, żeby brać udział w takiej rozmowie. Wystarczy przeczytać książkę na tyle, na ile możemy, i przyjść z własnymi pytaniami. Nieprzeczytana do końca lektura nie powinna automatycznie oznaczać, że nie mamy prawa być w grupie. Życie bywa gęste, dostęp do książek nierówny, a koncentracja nie jest zasobem rozdzielonym sprawiedliwie. Dobra grupa potrafi to pomieścić.
Organizacje społeczne: czytanie, które buduje oparcie
Drugą ważną drogą są kluby tworzone przez organizacje działające na rzecz równości. We Wrocławiu Queerowy Klub Książki prowadzi stowarzyszenie Kultura Równości. Spotkania odbywają się w Równym Miejscu — Centrum LGBT+ Wrocław przy ul. Kniaziewicza 28/2 — a grupa skupia się na literaturze pisanej przez osoby nieheteronormatywne i transpłciowe oraz przez nie czytanej.
Sformułowanie „pisanej i czytanej przez” jest tu szczególnie cenne. Nie zakłada, że istnieje jedna poprawna, zamknięta definicja queerowego kanonu. Czasem wybierzemy powieść autorki lesbijskiej, czasem reportaż o osobach transpłciowych, czasem historię pisaną przez osobę sojuszniczą, ale uczciwie i uważnie. A czasem wrócimy do klasyki, żeby zobaczyć, jak wiele queerowych znaczeń ukrywano między wierszami w czasach, gdy dosłowność mogła być niebezpieczna.
Kultura Równości prowadzi od 2017 roku także Bibliotekę LGBT+ Wrocław. To ważne zaplecze dla klubu, ale również dla osób, które nie są gotowe na spotkanie grupowe albo mieszkają w mieście krótko i dopiero szukają punktów zaczepienia. Biblioteka bywa pierwszym krokiem: możemy przyjść po książkę, zobaczyć przestrzeń, oswoić ją we własnym tempie. Dopiero później dołączyć do rozmowy.
Wrocławska inicjatywa ma również dedykowany serwer na Discordzie. To rozwiązanie nie zastępuje kontaktu na żywo, ale zdecydowanie poszerza dostępność. Osoba mieszkająca poza centrum, pracująca zmianowo, opiekująca się bliską osobą albo po prostu źle czująca się w dużej grupie może najpierw wejść w społeczność cyfrowo. Przeczytać zapowiedzi, zobaczyć sposób rozmowy, zadać organizatorom pytanie prywatnie.
Właśnie tak działa sojusznictwo w praktyce: nie zakładamy, że każdy_ każda ma taki sam próg wejścia. Zamiast mówić „przecież wystarczy przyjść”, tworzymy więcej niż jedną ścieżkę przyjścia.
Biblioteka publiczna nie musi być neutralna wobec wykluczenia
W debatach o kulturze słowo „neutralność” pojawia się często jak zaklęcie. Biblioteka ma być neutralna, szkoła ma być neutralna, instytucja kultury ma być neutralna. Tyle że w świecie, w którym osoba queerowa przez lata nie znajduje siebie na półkach, nie widzi swojej rodziny w opowieściach i słyszy, że jej doświadczenie jest „kontrowersyjne”, neutralność łatwo staje się nazwą dla utrzymania status quo.
Dlatego kluby działające w bibliotekach publicznych są tak ważne. W Łodzi, w Bibliotece Wolność — filii nr 39 Biblioteki Miejskiej w Łodzi przy placu Wolności 4 — odbywa się Klub Wolnej Książki, czyli Dyskusyjny Klub Książki Queerowej. Wśród jego lektur pojawiły się „Godność proszę” Mai Heban oraz „Co porusza martwych” T. Kingfisher. To zestawienie mówi więcej, niż mogłoby się wydawać.
Z jednej strony mamy książkę bezpośrednio dotykającą doświadczeń transpłciowych i społecznego uznania godności. Z drugiej — literaturę gatunkową, gotycką i nieoczywistą. To przypomnienie, że osoby queerowe nie czytają wyłącznie książek „o sobie” w wąskim sensie. Mamy prawo do horroru, fantastyki, romansu, poezji, kryminału i literatury dziecięcej. Mamy też prawo rozmawiać o nich bez tego męczącego oczekiwania, że każda nasza wypowiedź będzie edukacją dla większości.
W Łodzi działa również Fabryka Równości, organizująca Queerowy Klub Książki oraz Kąciki Poezji Queerowej. To dobry przykład na to, że klub nie musi ograniczać się do jednej formy. Czasem rozmowa wokół prozy jest najbezpieczniejszym początkiem. Innym razem łatwiej wejść przez poezję, krótkie fragmenty, wspólne czytanie na głos albo spotkanie autorskie.
Biblioteka publiczna może zrobić dla widoczności więcej niż postawić tęczową wystawkę w czerwcu. Może włączyć queerowe tytuły do stałego księgozbioru, zapraszać osoby prowadzące spotkania, reagować na język wykluczenia i nie traktować różnorodności jako sezonowej dekoracji. To praca relacyjna, nie jednorazowa akcja.
Jak rozpoznać, czy grupa będzie dla nas bezpieczna
Nie istnieje klub idealny dla każdej osoby. Możemy jednak przed pierwszym spotkaniem sprawdzić kilka rzeczy, które naprawdę wpływają na komfort:
- Opis spotkania i język zaproszenia. Czy organizatorzy piszą jasno, jakiej lektury dotyczy rozmowa, gdzie się odbywa i czy trzeba się zapisywać? Czy zaproszenie nie sugeruje, że trzeba spełniać jakiś test tożsamości?
- Dostępność miejsca. Warto zapytać o wejście bez barier, toaletę, możliwość przyjścia z osobą wspierającą, warunki dla osób neuroróżnorodnych czy dostępność online.
- Zasady rozmowy. Nie każda grupa spisuje regulamin, ale dobrze, gdy osoba prowadząca zaznacza, że nie toleruje się rasizmu, transfobii, bifobii, mizoginii ani ujawniania cudzych danych i historii.
- Stosunek do osób sojuszniczych. Wiele klubów jest otwartych dla wszystkich zainteresowanych literaturą. Kluczowe nie jest samo to, kto przychodzi, lecz czy osoby niequeerowe potrafią słuchać, nie zajmują całej przestrzeni i nie oczekują osobistych wyznań.
- Możliwość bycia po cichu. Nie musimy zabierać głosu na pierwszym spotkaniu. Prawo do obserwowania, słuchania i stopniowego budowania zaufania jest częścią bezpiecznej wspólnoty.
Widoczność nie oznacza obowiązku zwierzania się obcym osobom. Możemy być obecne_i w grupie na własnych zasadach i we własnym tempie.
Biblioteka Azyl: kiedy literatura spotyka sztukę i troskę
W Lublinie przy Galerii Labirynt, przy ul. Lipowej 13, działa Biblioteka Azyl — społecznościowy projekt artystyczny Filipa Kijowskiego. Gromadzi literaturę LGBTQIA+ i organizuje queerowe kręgi oraz klub książki queerowej. Sama nazwa jest tu bardzo trafna, ale nie w sensie odcięcia się od świata. Azyl to przestrzeń, w której można odzyskać oddech, zanim znów wyjdziemy w świat, który nie zawsze jest dla nas łagodny.
Połączenie biblioteki, galerii i działania społecznościowego otwiera interesującą drogę. Sztuka współczesna bywa dla części osób onieśmielająca, podobnie jak język krytyki literackiej. Tymczasem dobrze poprowadzone queerowe kręgi nie wymagają od uczestniczek i uczestników specjalistycznego słownika. Możemy mówić: „ten fragment mnie poruszył”, „nie rozumiem, dlaczego bohaterka tak postąpiła”, „ta książka uruchomiła we mnie wspomnienie”. To pełnoprawne początki interpretacji.
Biblioteka Azyl przypomina też, że książka nie jest wyłącznie przedmiotem do wypożyczenia. Może być pretekstem do spotkania, elementem pracy artystycznej, nośnikiem pamięci i sposobem na przekazywanie sobie historii, których nie było w szkolnym kanonie. Szczególnie dla osób młodszych albo tych, które dopiero nazywają własną tożsamość, kontakt z literaturą LGBTQIA+ potrafi być doświadczeniem porządkującym: „to, co czuję, ma język; ktoś już próbował o tym opowiedzieć”.
Nie każda książka da nam ukojenie. Część opowieści uruchamia żałobę, złość albo pamięć o przemocy. W dojrzałym klubie nie musimy udawać, że każda trudna lektura jest „wartościowa” tylko dlatego, że dotyka ważnego tematu. Możemy powiedzieć, że coś nas zraniło, zmęczyło albo zostało napisane z perspektywy, której nie chcemy dalej wzmacniać. Krytyczne czytanie jest formą troski o siebie i o wspólnotę.
Queerowy klub książki online: nie gorsza wersja spotkania
Kiedy myślimy o klubie książki, zwykle widzimy krąg krzeseł, herbatę i stos egzemplarzy na stole. To obraz miły, ale nie dla wszystkich dostępny. Osoby z mniejszych miejscowości, osoby migrujące, ludzie z niepełnosprawnościami, pracujący wieczorami czy mieszkający w nieakceptującym domu mogą potrzebować innego formatu. Queerowy klub książki online jest wtedy nie „planem B”, lecz pełnoprawnym miejscem spotkania.
Wrocławski Discord pokazuje, jak cyfrowa przestrzeń może wspierać stacjonarną wspólnotę. Dobrze prowadzona grupa online pozwala nie tylko ogłaszać terminy. Może udostępniać fragmenty, prowadzić rozmowę między spotkaniami, zbierać propozycje lektur, pomagać w znalezieniu egzemplarza czy umożliwiać udział osobom, które nie chcą albo nie mogą włączać kamery i mikrofonu.
Format online wymaga jednak uważności. W internecie łatwiej o znikanie bez słowa, nieporozumienia i naruszanie granic. Dlatego osoby moderujące powinny od początku zadbać o kilka prostych zasad:
1. Jasno określić, gdzie odbywa się rozmowa i kto ma dostęp. Otwarte wydarzenie w mediach społecznościowych działa inaczej niż zamknięta grupa z moderacją.
2. Nie zakładać obowiązku ujawniania danych ani wizerunku. Pseudonim, wyłączona kamera i bierne uczestnictwo mogą być dla kogoś warunkiem bezpieczeństwa.
3. Ustalić, że nie wynosimy cudzych historii poza grupę. Dotyczy to także zrzutów ekranu, cytowania wypowiedzi i oznaczania osób bez ich zgody.
4. Dbać o rytm rozmowy. Kilka osób potrafi nieświadomie zdominować czat lub wideospotkanie; moderacja ma prawo zapraszać do głosu osoby cichsze i zatrzymywać tych, którzy zajmują zbyt dużo miejsca.
5. Zostawić przestrzeń na rozmowę o emocjach, ale nie zamieniać klubu w terapię. Możemy reagować z troską, jednocześnie pamiętając, że grupa czytelnicza nie zastępuje profesjonalnego wsparcia psychologicznego czy interwencyjnego.
Dla osób, które chcą założyć własną grupę, najważniejsza rada jest prosta: nie zaczynajmy od ambicji zbudowania wielkiego projektu. Wystarczą trzy lub cztery osoby, jedna dostępna książka, stały termin i ustalenie, że nie musimy mówić mądrze. Możemy też zacząć od tekstów krótszych niż powieść: eseju, opowiadania, zinów, komiksu, artykułu czy cyklu wierszy. Wspólnota rodzi się z powtarzalności i zaufania, nie z rozmachu pierwszego wydarzenia.
Jak przyjść po raz pierwszy — i jak przyjąć kogoś nowego
Pierwsze spotkanie może być stresujące nawet dla osoby, która od lat chodzi do klubów książki. Dochodzi przecież pytanie: czy będę pasować? Czy moja orientacja, tożsamość płciowa, wiek, sposób mówienia albo poziom znajomości literatury zostaną ocenione? To pytania realne, nie przesada.
Jeśli wybieramy się po raz pierwszy, możemy napisać do organizatorów krótką wiadomość: zapytać, czy trzeba przeczytać całość, czy możliwy jest udział bez wypowiedzi, ile mniej więcej osób przychodzi i czy miejsce jest dostępne. Dobra osoba prowadząca nie odbierze tego jako kłopotu. Przeciwnie — potraktuje pytania jako sygnał, że chcemy zadbać o własny komfort.
A jeśli jesteśmy już w środku takiej grupy, mamy wpływ na to, czy kolejna osoba wróci. Nie trzeba urządzać przesłuchania pod hasłem „opowiedz coś o sobie”. Czasem najżyczliwsze będzie zwykłe: „miło, że jesteś; możesz włączyć się, kiedy zechcesz”. Możemy wyjaśnić, jak przebiega spotkanie, podać tytuł kolejnej lektury, nie zakładać niczego na temat czyjejś tożsamości i nie robić z jednej osoby reprezentantki całej literki skrótu LGBTQIA+.
Kluby książki queer w Polsce są potrzebne nie dlatego, że osoby queerowe mają czytać wyłącznie osobno. Są potrzebne, bo przez zbyt długi czas nasze historie były pomijane, przekręcane albo traktowane jako temat do publicznego sporu. Wspólne czytanie oddaje nam proporcje: pozwala zobaczyć, że jesteśmy częścią literatury, historii i teraźniejszości, a nie przypisem do niej.
Najlepszy klub nie zawsze będzie najbliżej, największy ani najbardziej rozpoznawalny. To ten, po którego spotkaniu czujemy, że możemy wrócić — do książki, do rozmowy i do ludzi.