otwartyparasol

Razem budujemy bezpieczną i otwartą przestrzeń

Wiadomość

Wandalizm i homofobiczne napisy w gminie: dlaczego nie możemy milczeć wobec nienawiści

poinformował portal Queer.pl, na terenie jednej z polskich gmin wandale zniszczyli mienie publiczne i pozostawili obraźliwy, wulgarny napis wymierzony w wójta.

Wandalizm i homofobiczne napisy w gminie: dlaczego nie możemy milczeć wobec nienawiści

Choć szczegóły zdarzenia nie zostały jeszcze opisane w dostępnych źródłach, sam akt — fizyczna dewastacja połączona z uderzeniem w konkretną osobę pełniącą funkcję publiczną — wpisuje się w schemat, który zbyt dobrze znamy z naszych osiedli, szkół i gminnych tablic ogłoszeń. Warto, żebyśmy zareagowali, zanim sprawa zniknie z lokalnego obiegu.

Schemat, który warto rozpoznać

Kiedy ktoś wybiera właśnie taką formę wyrażenia niezgody — dewastację i wulgarny, homofobiczny przekaz wymierzony w osobę sprawującą władzę — to nie jest jednorazowa emocja, lecz akt symboliczny. Sprawcy liczą na to, że zastraszą nie tylko samego wójta, ale też wszystkich wokół. Skoro taki sposób „rozmowy" wybiera się wobec osoby publicznej, to co czeka zwykłego mieszkańca czy mieszkankę, którzy nie mają ochrony instytucji? Zbyt często słyszymy, że „to tylko głupi żart" albo „drobna prowokacja" — tymczasem zniszczenie mienia publicznego połączone z wrogim przekazem wobec konkretnej osoby stanowi w polskim prawie przestępstwo i podlega ściganiu niezależnie od motywacji sprawców.

W każdej takiej sytuacji jest też konkretna, podwójna cena. Materialna — naprawa zniszczonej infrastruktury obciąża budżet gminy, czyli portfele wszystkich jej mieszkanek i mieszkańców. I społeczna — bo z każdym takim incydentem lokalna przestrzeń robi się odrobinę mniej bezpieczna dla każdego, kto choćby wizerunkowo kojarzony jest ze społecznością LGBTQ+ albo otwarcie wspiera osoby wykluczane.

Co możemy zrobić — my wszyscy

Jeśli mieszkasz w gminie, w której doszło do podobnego zdarzenia, nie przechodź obok niego obojętnie. Napisz do wójta lub urzędu krótki komunikat solidarności — kilka zdań wystarczy, żeby pokazać, że nie jest sam ani sama. Zadzwoń do lokalnej redakcji, zapytaj radnych, czy zamierzają zająć stanowisko. Udostępnij informację dalej z własnym, krótkim komentarzem: to nie jest „czyjaś sprawa", tylko „nasza gmina", więc dotyczy nas wszystkich.

Jeśli ktoś z twojego otoczenia mógł być świadkiem zdarzenia, poproś go, żeby złożył zeznanie na policji. Bez świadków takie sprawy rzadko kończą się ustaleniem sprawców, a brak konsekwencji zachęca do powtórzenia ataku. Warto też dokumentować — zdjęcia z miejsca zdarzenia, daty, nazwy ulic pomagają później służbom i organizacjom monitorującym przemoc motywowaną uprzedzeniami.

Najważniejsze: nie powtarzaj wzorca „to mnie nie dotyczy, bo nie jestem taki ani taka jak on". Atak na jedną osobę publiczną to sygnał ostrzegawczy dla całej wspólnoty. Jeśli potrzebujesz wsparcia — prawnika, kontaktu z organizacją prowadzącą monitoring mowy nienawiści albo po prostu rozmowy — napisz do nas. Wspólnota nie jest czymś, co mamy z definicji. Jest czymś, co codziennie odbudowujemy, także wtedy, gdy reagujemy na cudzą krzywdę.