Szpital w Bielsku-Białej prosi policję o ochronę SOR po fali gróźb
Jak podaje WP Wiadomości, Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej zwrócił się do policji z wnioskiem o zwiększenie ochrony Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.

Powodem jest fala gróźb i obraźliwych komentarzy, która ruszyła po tekstach „Rzeczpospolitej" ujawniających, że kierownik SOR-u na kontrakcie z minimum 80 godzin miesięcznie (do 40 zdalnie) zarobił w ubiegłym roku około 600 tys. zł. Sprawa wykracza poza jeden szpital — pokazuje, że instytucja może formalnie zażądać ochrony, gdy internetowa debata zamienia się w narzędzie zastraszania konkretnych osób.
Co dokładnie zgłosił szpital
W czwartkowym oświadczeniu szpital poinformował o „gwałtownym wzroście liczby wrogich komentarzy oraz gróźb" wymierzonych w pracowników SOR-u i samą placówkę. Komunikat wskazuje wprost, że „do naszych pracowników, w szczególności personelu SOR, kierowane są obraźliwe komentarze, wyzwiska, a także groźby". Według „Rzeczpospolitej" ten sam lekarz pełni analogiczną funkcję w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Świdnicy. Szpital zaznaczył, że szanuje prawo do wolności słowa, ale nie zaakceptuje zastraszania osób wykonujących pracę, i zaapelował do społeczności o odpowiedzialność w debacie publicznej.
Jak szpital tłumaczy decyzje kadrowe
Rzeczniczka placówki Szafrańska wyjaśniła, że model hybrydowy wdrożono z powodu trudności kadrowych — w przeszłości zdarzały się sytuacje wymagające czasowego wstrzymania działania oddziału. Po zmianach zatrudnienie lekarzy w SOR-ze wzrosło do 41, a liczba dyżurujących lekarzy została ustabilizowana, co — jak podkreślają przedstawiciele szpitala — poprawiło bezpieczeństwo pacjentów. Placówka potwierdziła doniesienia o pracy zdalnej kierownika i zapewniła, że całodobowe funkcjonowanie oddziału zapewnia zespół lekarzy dyżurnych oraz pozostały personel medyczny.
Co z tego wynika dla czytelnika
Trzy fakty są pewne po tej sprawie. Po pierwsze, mowa nienawiści i groźby pod adresem konkretnych osób to nie „tylko komentarze w internecie" — szpital formalnie zgłosił je policji i to wystarczyło do uruchomienia procedury ochrony. Po drugie, placówka jasno oddzieliła wolność debaty od prawa do zastraszania pracowników — rozróżnienie, które możesz przywołać, gdy spotykasz się z falą hejtu wymierzoną w Ciebie lub Twoje środowisko. Po trzecie, instytucjonalne zgłoszenie nie wymaga ujawniania danych osobowych atakowanych osób. Jeśli doświadczasz podobnej sytuacji: zachowaj zrzuty ekranu z datami i godzinami, spisz adresy URL komentarzy, złóż zawiadomienie na policji i poproś o numer sprawy do dalszej kontroli.